Sposobów dość szybkie zdobycie dodatkowych pieniędzy jest bardzo dużo. Trzeba być tylko kreatywnym i wiedzieć gdzie w trawie piszczy. Można grać na giełdzie, swoje siły i systemy można także skonfrontować z próbą trafienia szóstki w lotka. Jest też inny sposób – można typować zwycięzców w zakładach sportowych. Na pierwszy rzut oka wydaje się dziecinnie proste, ale czy na pewno? To raczej praca na drugi wakat. Nie ma tu niestety dużego pola do popisu dla amatorszczyzny, chyba, że chodzi tylko o dobą i emocjonującą zabawę, a pieniądze nie są ważne. Zawodowy gracz musi dokładnie przygotowywać swoje typy i obmyśla nowe strategie. Może to zajmować nawet kilka godzin dziennie, bo to nie łatwe zadanie – a może i nawet ciężka harówka. Do tego potrzebna jest pasja i zainteresowanie sportem, to tak jak w przypadku pracy, najlepiej robić to, co powoduje, że człowiek się spełnia, a przy okazji mu za to płacą.
Kto jeździ na wakacje oglądać na żywo mecze? Tylko ci, którzy z kibicostwa uczynili swój własny sposób na życie. Zakłady bukmacherskie to jedna z zarobkowych form uczestnictwa w życiu sportowym. Kiedy Adam zaczynał bawić się w typowanie meczy, chodził do jedynego w Płocku bukmachera, do STS-u. Od tego czasu minęło już 6 lat a Kamil nadal gra i nie popełnia już takich błędów jak kiedyś. – Dopiero teraz zauważyłem, że wygrywam i wychodzą ta tym na duży plus – chwali się Adam. Zapewnie nie byłby tego, gdyby nie fakt, iż mężczyzna od dziecka interesuje się sportem i nie przegapił ani jednego meczu swojej ukochanej drużyny. Co ciekawe, wysiłek Adama postanowiła docenić firma bukmacherska, która już pięć razy wysłał go za granicę na międzynarodowe mecze. Ten bonus jest zarezerwowany tylko dla stałych klientów, którzy dużo wygrywają, ale i przynoszą dochody firmie. Zapewne każdego nurtuje teraz pytanie: ile już wygrał Adam? Fakty są takie, że wystarczająco dużo, aby kupić sobie własne mieszkanie w Warszawie. Kolejne pytanie, które może się nasuwać, to: ile w takim razie musiał zainwestować? – Pierwszy rok zakładów upłynął pod hasłem ułańskiej fantazji, przegrałem dość dużo pieniędzy. Z czasem zaczęło to bardzo irytować moją żonę – wspomina Adam. Opracowanie mądrej strategii zajęło graczowi około jednego roku. Teraz tylko sukcesywnie ją utrzymuje i pieniądze wręcz same wpływają na konto. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości nie jest wcale tak słodko, bo zakłady bukmacherskie to ciężki kawałek chleba. Kto chce liczyć na szybkie i wysokie wygrane, bardzo często musi się także liczyć się z bolesnym piętnem porażki. Dobry gracz jest zawsze na bieżąco z wynikami swojego zespołu. Jednak do określenie pełnej diagnozy potrzebna jest też wiedza na temat stanu zdrowia głównych zawodników, ich formy czy atmosfery panującej w drużynie. Poza tym niezbędna staje się analiza tabeli, statystyk drużyny z ostatnich 4-5 spotkań, w tym liczba kartek, rzutów karnych, rożnych, etc. Do tego dochodzi lektura prasy fachowej, witryn internetowych i forów. Mecz sam w sobie, to tylko dodatek i zarazem czysta przyjemność. Trzeba sobie zdawać sprawę, iż jest mnóstwo zmiennych – gra diametralnie różni się na końcu sezonu z grą na początku. Liderowi już nie zależy na uzyskiwaniu wysokich wyników, z kolei słabeusz gryzie trawę z wysiłku. Praktycznie wszystko się może zdarzyć, ale nie każdy ma tego świadomość. O właściwym obstawaniu spotkań mogą przesądzić prywatne znajomości z trenerem czy zawodnikami typowanej drużyny.
Statystyka i wiedza poparta analizą to ponoć tylko 75 procent szans na dobry wynik, pozostałe punkty procentowe to szczęście oraz – nazwijmy to – siły pozaziemskie. – Teraz jestem bardzo zadowolony z tego, ile wygrywam, ale te rezultaty pojawiły się dopiero po kilku latach gry – podkreśla Adam. Gracz potrafi zarobić nawet 3 tysiące złotych miesięcznie, ale zdarzały się też takie miesiące, że przegrał nawet tysiąc złotych.
To wiedza podobna do tej, którą ma Jacek namiętny koniarz. Już od kilkudziesięciu lat co tydzień odwiedza tor konny w Warszawie, na Służewcu. I co weekend obserwuje ludzi, którzy przychodzą tu wygrać pieniądze. Mało jednak który z graczy myśli o tym w kategorii, iż wyścigi to hodowla, a kto tylko liczy na kasę prędzej czy później przegra i bardzo bolesny będzie jego upadek. Jacek nie tylko gra na wyścigach. Jest bardzo zakochany w koniach. Bardzo lubi te zwierzęta do tego stopnia, że godzinami może opowiadać wyścigowe opowieści nie tylko z Polski, ale także z torów w Anglii, Szwecji czy USA. – Do koni trzeba mieć oko i intuicję – mówi Jacek.
Trzeba jasno podkreślić, że w bukmacherce nie mają większych szans niedzielni gracze i to właśnie z nich żyją firmy bukmacherskie. Na doświadczonym graczu buki z reguły nie zarabiają, albo zarabiają nieznacznie. Podstawą w tym biznesie jest ograniczenie strat do niezbędnego i zarazem subiektywnego minimum do czasu, kiedy będzie się mieć całościowy obraz tej branży. Problemem drobnych graczy jest to, że grają za zbyt małe środki a zarazem chcą wygrać niewiadomo jak duże kwoty. To nie jest przecież lotek, gdzie wystarczy postawić kupon za 2, 3 złote i czekać na wygraną najmniej miliona. A czekać można do śmierci, bo prawdopodobieństwo trafienia szóstki w Dużym Lotku wynosi 1: 16 000 000.