Patrick Veitch jest człowiekiem, któremu udało się przechytrzyć bukmacherów. Nie skończywszy nawet czterdziestu lat, stając się najlepiej zarabiającym hazardzistą w Wielkiej Brytanii. Osobiście jest człowiekiem pełnym humoru – żartobliwie przekonuje, iż bukmacherzy boją się go bardziej, niż ktokolwiek świńskiej grypy. W ciągu zaledwie ośmiu lat ten profesjonalista zarobił dzięki bukom aż 10 049 983 funty i 3 pensy. Jego fenomen tkwi w tym, że nie ma sobie równych w wynajdywaniu atrakcyjnych typów i w związku z tym ma zakaz wstępu do każdej placówki bukmacherskiej i na wszystkie giełdy zakładów w Wielkie Brytanii. Aby nadal powiększać swój majątek i grać, bo grzechem byłoby nie wykorzystywać swoich umiejętności, musiał uciekać się do wielu sztuczek.
Patrick Veitch nie grał tylko po to, by mieć zawsze w zanadrzu kolejny model Ferrari czy koleją butelkę szampana Bollinger. Dla niego była bardzo dziwna i zarazem odurzająca mieszanka matematycznej zagadki czy strategicznego systemu działania. Kiedy osobiście nie mógł już typować, postanowił zatrudnić agentów, którzy jeździli po całej Anglii odwiedzali buki, aby tam grać w jego imieniu i zgodnie z jego wytycznymi. Działania do tego stopnia przypominały operację wojenną, że sam Veitch nazwał siebie wówczas “feldmarszałkiem”.
Większość firm bukmacherskich z reguły postępuje dość racjonalnie, tych zaś, co są agresywni, bardzo łatwo wyprowadzić na manowce. Jeżeli ktoś sądził, iż Veitch zdradza tym sposobem przepis na odniesienie sukcesu na wyścigach konnych, może poczuć się nie usatysfakcjonowany. Nigdy nie ma prostej taktyki – aby wytypować zwycięzcę trzeba nieźle się natrudzić, w przeciwnym razie każdy by to szybko i skutecznie robił. Sukces może przyjść prędko tylko wtedy, gdy jest się takim Patrickiem Veitchem. Sposób musi być unikalny, bo robienie tego, co wieli innych graczy, dalekie jest od wygranej.
Wyścigi konne to bardzo skomplikowana i złożony zagadka, należy więc szukać passusu, w którym bukmacherzy zupełnie się pomylili albo go zwyczajnie nie przewidzieli. To zaś wymaga strategicznego myślenia, ale też doświadczenia i skrupulatności. Dla tych, którzy liczyli na cudowną receptę, to stwierdzenie może być niczym nagły zimny prysznic. Nie mam dróg na skróty, jest za to wytężona praca. Choć i ona nie zawsze daje wymarzone efekty. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli tylko sama ciężka praca miałaby być źródłem bogactwa, to najbogatsi byliby niewolnicy. To prawda – potrzebne jest jeszcze szczęście, zwane przez niektórych sprzyjającymi okolicznościami
Veitch, analizując przez wiele godzin wyniki poszczególnych koni, porównując je z notowaniami buków, szukał jakiejś luki między przewidywaniami a realizmem. Ten pogromca buków miał także jeszcze jeden, wręcz wrodzony talent – potrafił świetnie rachować. A to nie bez powodu, bo był matematycznym geniuszem, i mając zaledwie 15 lat dostał się do Trinity College w Cambridge. Niestety tych studiów nigdy nie skończył, ale zapewne nigdy nad tym nie ubolewał, bo bardzo szybko przekonał się, że najlepiej spożytkuje swój talent do liczb, wypełniając kupony bukmacherskie. Jego rodzinie bardzo się to nie podobało, w końcu wybór przez syna profesji zawodowego hazardzisty, zapewne nie spodobałby się żadnym rodzicom. Jednak młody Veitch nie był bardzo zależy od swoich rodziców, wiec ich zdanie nie było dla niego wiodące. Kiedy tylko potrzebował pieniędzy rzucał się na bukmacherów, jak gdyby to oni byli sprawcami jego finansowego deficytu. Przyszły takie czas, kiedy młody geniusz zarabiał ponad milion funtów rocznie, a wszystko dzięki strategii typowania niedocenianych koni. Swoich sukcesów nie rozgłaszał całemu światu. Z grupy drobnych hazardzistów Veitcha wyróżniał się tylko większą częstotliwością wygranych.
Dla Patricka bukmacherka nigdy nie była czymś emocjonującym, ale tylko i wyłącznie interesem. Jest to zupełnie odmienna postawa, niż dla większości poważnych graczy, którzy wyznają zasadę, iż jeżeli typ nie może zaszkodzić, to tak naprawdę się nie liczy. Hazardzista doskonały – bo tak można określić Veitcha, to połączenie neurochirurga i szaleńca z siekierą. Bardzo często potrzebna jest skrupulatność neurochirurga – zwłaszcza w przygotowaniach, później zaś przydaje się lekkomyślność – ale to już fazie realizacji planu.
Wielkie zwycięstwa Veitcha to Silver Touch – New York, wrzesień 2006 rok. Klacz obstawiona przez niego, nigdy wcześniej nie wygrała na długim dystansie, ale Veitch uznał, że to tylko problem wytrzymałości, i że w wyścigu na krótszym dystansie na pewno sobie poradzi. Przekonał trenera, by ten zechciał ją wystawić w sprincie, wówczas postawił 75 tysięcy funtów na jej zwycięstwo oraz dodatkowo kwotę w wysokości 10 tysięcy w zakładzie o konkretne miejsce. Jak zwykle, nie pomylił się i zgarnął całą pulę. Kolejny sukces to Cerulean Rose i Goodwood – lipiec 2003 roku. Veitch uznał, że ten niepozorny krótkodystansowiec robi dużo większe postępy, niż sądzą buki. Postawił wtedy 45 tysięcy i także zgarnął wszystko z nawiązką. Exponential – Nottingham, sierpień 2004 roku – tutaj sukces dotyczył bardzo niedocenionego przez wszystkie firmy bukmacherskie konia, jednak Veitch od samego początku był przekonany, że trzeba dać mu szansę i odpowiednio przygotować na kolejne zawody. Koń wygrał, a nagroda 235 133,71 funtów powędrowała do Patricka.